niedziela, 13 września 2015

Jesienne sadzenie kwiatów

Wiem, wiem, jesienią kwiatów się nie sadzi, mąż o tym mi przypominał, ale skoro okazja sama wpadła nam w ręce, żal było jej nie wykorzystać.

Zaczęło się od wizyty gościa u nas, skoro gość trzeba coś kupić do jedzenia,a skoro tak to poszliśmy do Stokrotki. A tam czekały na nas fajne spinacze z kwiatkami. Kupiliśmy je i aż prosiły się, żeby bawić się nimi, a nie czekać do wiosny. Oczywiście Dziecię jest za małe na wykorzystanie spinaczy w normalny sposób, nie ma tyle siły by klamerki przypinać, potrafi je tylko odpinać, więc zastosowaliśmy sposób niestandardowy zabawy, czyli wkładanie w ziemię i wyjmowanie. Było też wkładanie na wywrotkę i przewożenie. Najpierw przygotowaliśmy akcesoria - doniczki, łopatki, konewkę, no i odpowiedni, nieprzemakalny strój.



No i zaczęła się zabawa w ugniatanie ziemi, przesypywanie, rozrzucanie, wsypywanie i wysypywanie do doniczek. Mama zaproponowała jeżdżenie traktorkiem, niby oranie, więc przez jakiś czas traktor jeździł w obie strony.

W trakcie trzeba było dosypać ziemi, bo rozpłynęła się po obfitym podlewaniu jej. Po zaoraniu pola sadziliśmy nasze kwiaty, z dużą pomocą Mamy. Młody wolał je wyrywać niż sadzić.


Na koniec wkładaliśmy kwiaty do doniczek napełnionych ziemią, to już było łatwiejsze dla Młodego, więc z chęcią wpychał kwiaty, oczywiście obficie później rozsypując ziemię, chcąc je wyjąć.

Ech poczułam, że znów jest wiosna, dobrze, że chociaż na chwilę mogliśmy ją przywołać. A po zabawie wiosna zawitała do nas na dobre, odwiedziła nas biedronka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz