niedziela, 6 sierpnia 2017

Zabawa w Indian

Dawno, dawno temu stworzyłam bardzo tanie tipi, takie. Do tej pory jakoś nie było na nie szału, moje dziecko chyba nie lubi takich kącików do czytania czy zabawy. Pewnie jeszcze dorośnie. Ostatnio jednak wykorzystujemy go do zabawy w Indian, zabawa ta cieszy się dużą sympatią.

W namiocie urzęduję ja - Szemrzący Strumyk, matka młodych Indianiątek. Rozpalam symboliczne ognisko, Mały Bizon pomaga mi zjadając patyki, a Wielki Bizon - wódz wraz z Jaskółczym Okiem zbierają gałęzie. Potem idą na polowanie, czołgają się, skradają, oglądają ślady na piasku, po czym w krzakach lub trawie znajdują owieczkę lub inne zwierzę pluszowe lub plastikowe, udające bizona. Przywiązują do kija i niosą do obozu. Po tym następuje posiłek, a po posiłku opowieść Wielkiego Bizona o dawnych czasach. Opowieści te niezwykle fascynują Jaskółcze Oko, może ich słuchać i słuchać.
Czasem Indianie tańczą jakiś taniec, zaklinając deszcz by spadł albo dziękują kiedy pada. Czasem dają znaki dymne innym Indianom. A to wszystko okraczone jest wykonaniem pióropuszy, naszyjników czy pomalowaniem się w barwy wojenne. Czasem zakładam karnawałowy strój indiański, łącznie z peruką, ale na taki upał, jaki mamy teraz byłoby to mordęgą.
Ostatnio Jaskółcze Oko przechodziło indiańską próbę, by zostać wielkim wojownikiem - była próba odwagi - chodzenie po belce na wysokości, samotny spacer wokół wioski, próba celności- rzuty do celu, wytrzymałości - skoki, biegi. Mały Indianin pokazał, że niestraszne mu żadne trudne warunki, może jeść ucho nietoperza i pić błotnistą wodę z zamkniętymi oczami oraz spać na trawie. Dzielnie znosi łaskotki i nie zdradza tajemnicy. A Wy jak się bawicie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz