Co to ma wspólnego z Przygodą z Książką? A ma, bo lecieliśmy wspólnie z lubianym przez wielu H. Tulletem i jego książkami The game in the dark i The game of light. Autorem książek kreatywnych i nieszablonowych.
Czyż to nie wspaniała przygoda z książką? Warsztat przeznaczony był dla Maluchów do 4 lat, czyli tych najmniejszych, a odbył się w ramach cyklu Mamalucha w Dzielnicowym Domu Kultury "Czuby Południowe" . Co ciekawe, prowadzącą była pani Monika Trypuz, zajmująca się projektowaniem okładek książkowych dla wydawnictw naukowych, starająca się sztukę wprowadzić do świata nauki.
Podczas zajęć obowiązkowo musieliśmy zaopatrzyć się w odpowiedni strój, hełm kosmonauty. Z pudeł można wyczarować wszystko, więc i nam powstały takie cuda.
Nasz zaniesiony do domu, został pokazany Tacie, zaprezentowano nawet funkcję włącz, wyłącz. Następnie przechodziliśmy przez gwiezdny tunel, by wspólnie wyruszyć w podróż. Tu w ruch poszły książki Tulleta. Do tej pory tylko o nich słyszałam, nie miałam ich w rękach. Są niesamowicie mocno "nasączone" ową fluorescencyjną substancją. Dlatego też pięknie świecą w ciemności.
Książka niezwykła jak dla mnie. Nie chodzi tylko o wspaniałe ilustracje, ale o sam pomysł. Koncepcja książki oparta jest na pokazaniu paluszków u stóp, tak tych z okładki, ale w nowych odsłonach. Raz są mostem, raz babkami z piasku, a raz kredkami i pędzlami. Niesamowite przedstawienie zwyczajnej rzeczy, jaką są paluszki wystające spod kołdry, zaskakujące i niezwykłe. Ciekawą postacią jest też sama ilustratorka, znana na całym świecie, dla mnie odkrycie wczorajszego dnia. Jej książki wydawane są w większości w Korei Południowej.
Drugą interesującą pozycją okazał się Płaszcz Józefa, autorstwa Simms Tabac, książka która zdobyła bardzo wiele nagród. Książka z tzw. dziurami i kreatywnym podejściem do rzeczy. Tytułowy płaszcz bowiem, kiedy staje się już zużyty i nie nadaje się do noszenia, staje się ciągle czymś innym, od kamizelki do guzika. Kiedyś znałam taką papierową układankę, w której dziadek z łódki robił spodnie, buty itd., tu mamy coś podobnego. Fajny pomysł, kreatywne podejście do rzeczy plus piękne ilustracje.
I trzecią pozycją, jaką chciałabym się podzielić jest książka Bobo poznaje świat, Markusa Osterwaldera. Książkę tę znamy i mamy u siebie, czytamy ją nieustannie. Opowiada o rodzinie koszatek, a tytułowy Bobo jest dzieciątkiem w wieku 2 lat. Spotyka go to co normalne dziecko, chodzi z mamą na zakupy, plac zabaw, do zoo.
Genialne miny taty, kiedy dziecko przerywa mu czytanie gazety |
Hit naszego Taty :) |
Więcej zdjęć z podróży możecie tu pooglądać. We wpisie użyłam jednego z tamtej strony. Wykonane są przez Marcina Pietruszę. A o innych wpisach w ramach projektu Przygody z Książką możecie poczytać tu.
Jakie cuda u was! Warsztaty - świetny pomysł.Książeczki - nie miałam pojęcia, że Tullet ma taką książkę na koncie. W ogóle spisuję wszystkie wasze dzisiejsze książeczki do notesu, bo fajniste. Pozdrawiamy cieplutko!
OdpowiedzUsuńJa wiedziałam, że ma takie pozycje, ale pomiędzy wiedzieć, a widzieć w praktyce, to duża różnica, nie sądziłam, że są tak fajne. No a pozostałe, zwłaszcza te Paluszki, to miodzio :) Odzdrawiamy też cipło :)
UsuńRewelacyjna ta książka Tulleta! Pooglądałabym taką z chęcią!
OdpowiedzUsuńTullet ciągle zaskakuje, niby stare pozycje, a nowe
UsuńTo jest chyba jedyny Tullet, który autentycznie przykuł moją uwagę. Nie jestem jakąś wielką fanką, ale koncept zabawy światłem jest bardzo ciekawy.
OdpowiedzUsuńMało kto nie zachwyca się Tulletem, moją przykuwa, aczkolwiek wolę książki z historią do czytania. A zabawa faktycznie fajna, rozwija zmysły w ciekawy sposób, wycisza, budzi emocje
OdpowiedzUsuń